Bieszczady – piękno przyrody dla naszych gości

DWA ŻUBRY W JESIENNEJ DOLINIE

Wiatr zaczął mocno wiać już wczorajszym popołudniem. Jeszcze nie tak mocno jak w nocy i dziś, ale dmuchało porywiście, na szczęście cieplejszym powietrzem. Mimo tego wiatru, wybrałem się wczoraj na krótki wypad w jedną z najbliższych Polańczyka dolin. Krótki wypad , ale przyjemny. Przy nisko położonym, zachodzącym słońcu, kolory jesieni barwiące łąki i lasy stały się bardziej krase. Dwa zauważone przeze mnie żubry pasące się po drugiej stronie doliny dodały mojemu spacerowi smaczku. Nie próbowałem podchodzić je bliżej zaraz na początku spaceru. Zrobiłem to później już po zachodzie słońca w drodze powrotnej. Liczyłem na to, że skoro wyszły dwa żubry z lasu, to może trochę dalej będzie ich więcej. Nie było. Zamiast żubrów musiałem się obejść widokiem trzech nisko i blisko mnie lecących żurawi, wiatr dusił je do ziemi i spowolnił lot, oraz kszyka, który zerwał się traw tuż przed moimi nogami. Wracając przeszedłem na drugą stronę doliny i zacząłem podchodzić żubry z przeciwnej strony wzgórza. Spieszyłem się , bo coraz ciemniej się robiło. Żubry leżały w dolnej części zbocza, niedaleko miejsca ,gdzie je spostrzegłem pierwszy raz. Trochę ryzykując podszedłem żubry od góry bezleśnego wierzchołka , lekko z boku. Zbliżyłem się do nich za blisko. Jeden z żubrów wstał i zaczął mi się przyglądać. Do lasu żubry miały bliżej niż ja. Mimo lekkiego niepokoju nie czułem strachu, bo bieszczadzkie żubry na widok człowieka z reguły uciekają. Są dzikie i nieprzyzwyczajone do widoku ludzi. Prawie każdy dziki zwierz reaguje tak w Bieszczadach. W dodatku to były tylko dwa żubry, które musiały się czuć bardziej zagrożone niż ja. To nie było stado, które w panice mogłoby przebiec po mnie jak walec i nawet tego nie zauważyć. Po chwili wstał drugi żubr , a następnie oba ruszyły galopem w kierunku lasu. Scenę ucieczki udało mi się nagrać mimo późnej już pory i kiepskiego oświetlenia.